Ale miałam poranek w duchu SLOW! Najpierw śniadanko (very healthy) – french toast with cheese :D. Bardzo. „Bardzo zdrowo”. W międzyczasie skupienie na włosach (czego nie zwykłam robić, a już na pewno nie tutaj – na wsi). Poranki w domu rodzinnym kojarzą mi się raczej z zadaniowością, pośpiechem i niestety… niepokojem. Wciąż się tutaj gdzieś spieszymy. I tak upływa dzień… Trzeba na czas zrobić obiad, pójść do sklepu, odwiedzić babcię, załatwić coś w urzędzie, jechać na działkę. Nie czuję tu przestrzeni na swoje sprawy (jak na przykład praca), a już na pewno na zadbanie o siebie. Powolne. Prozdrowotne. W duchu Slow. Ale to stan mojego umysłu przecież, bo nikt realnie nie stoi tu nade mną z biczem.

W zeszłe wakacje miałam tutaj kryzys. Zjechali się bracia (jeden z niepełnosprawnością, którego obecność dość mocno mnie angażowała), bratanek, budowa domku (sporo stresu plus tematy rodzinno – relacyjne) oraz pielęgnacja zdrowia (byłam wtedy pod szczególną opieką lekarską, serwowałam sobie dodatkowe farmaceutyki i bardzo mnie to na tamten moment absorbowało). Za dużo tego. Nie miałam przestrzeni na to, by o siebie zadbać. Czasu, by oddychać. Pozwolenia, by zwolnić. By pobyć samej z sobą. Dla siebie. W ciszy. Bez gonienia i poczucia, że czegoś nie zrobiłam na czas. Bez ciągłej presji, że z czymś nie zdążyłam, albo muszę się gdzieś spieszyć. Nie dawałam sobie na to przyzwolenia i odbiło się to niestety na moim samopoczuciu.

Teraz nie chcę dopuścić do sytuacji, że „mleko jest już rozlane” i staram się monitorować sytuację na bieżąco. Uczę się stawiać granice. Uczę się szanować własne ograniczenia i deficyty oraz dostosowywać zobowiązania do samopoczucia. A myślałam wtedy, że da się przez czas jakiś ponaginać rzeczywistość. Zrezygnować ze swoich potrzeb, stłumić dolegliwości i pobyć na tych oparach jeszcze trochę. Ale się nie udało. Okazało się, że moje moce przerobowe nie są takie, jakich bym oczekiwała (i jakich wg mnie oczekiwali ode mnie inni). No ale to już chyba jasne. W samolocie najpierw zakłada się maskę tlenową sobie, potem dziecku. Taka jest zasada. Dlaczego więc staram się robić inaczej? Dogodzić wszystkim wokół (absurd! bo na takim wkurwie to co najwyżej dostarczę im dodatkowego stresu), a na końcu sobie (na co oczywiście nie mam już siły). Obserwuję z podziwem znajome, które potrafią tym czasem umiejętnie żonglować. Spędzać ze swoimi dziećmi mniej czasu, ale za to bardziej aktywnie, pełniej… Być z bliskimi naprawdę, a nie bez przerwy. Dzielić umiejętnie cenny czas na siebie (tylko siebie plus swoje pasje, znajomych) i czas z rodziną. Nie zarzynać się w imię nie wiadomo czego, aby potem… czekać na oklaski? Od kogo???

Nie pomaga też fakt, że widzę jak moja mama potrafi o sobie pomyśleć na końcu, obsługując najpierw cały świat. Wyszłam z takiego domu i ten model stosuję pewnie odruchowo. Tylko… co z tego? Skoro jestem świadoma własnych uwarunkowań (czyli… ograniczeń), to czas je uszanować. Tak jak w pracy. Nie potrafiłam stawiać granic i zdrowie powiedziało „STOP”. Mimo że obserwuję swoją mamę w trybie 'Najpierw inni, potem ja', nie muszę tego powielać. Mogę wybrać inaczej. A to, że ona potrafi stanąć na wysokości tak ambitnego zadania znaczy może, że jestem słabsza? Gorsza? Do tej pory tak to odbierałam. Obawiałam się, że może tak o mnie pomyśleć. Poczuć się rozczarowaną moją osobą. Dojrzewam jednak do coraz większej akceptacji siebie samej i swojej wrażliwości. Jestem inna od swojej mamy i to jest w porządku. A poprzednie przekonanie wcale nie jest moje. 'Najpierw dogodź innym, na końcu pomyśl o sobie'. Ja (tam głęboko w sercu), wcale nie chcę tak funkcjonować i przeżyć swojego życia w taki sposób. Kocham życie, jest ono piękne i wartościowe i naprawdę ma dla mnie wiele wspaniałych darów. Wystarczy po nie sięgnąć. Odważyć się stawić czoła dotychczasowym przekonaniom. I zdaję sobie sprawę, że mając tycie dziecko trzeba poświęcić swoje potrzeby dla niego, ale nawet to ma swoje granice. W pewnym momencie, dziecko podrośnie, a mama ma więcej przestrzeni na czas dla siebie. TYLKO DLA SIEBIE. Zaakceptuj to. Jesteś dla siebie najważniejsza. Kochaj siebie. Dbaj o siebie i swoje ciało. Idź do życia!

c.d.n.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *