Ciekawa rzecz się przydarzyła. Byłam niedawno w rodzinnych stronach (gdzie budujemy nasz mały domek) i mama w ramach czystek w szafie pokazała mi jedną bluzkę do oddania. Spytała czy nie chcę. Bluzka prześliczna, dość nietypowa. Wcześniej odmówiłabym, bo nie bardzo mam gdzie w takich rzeczach chodzić, ale czas pandemii bardzo mnie wygłodził jeśli chodzi o wyjścia. Normalnie ciągnie mnie na miasto, hehe. Wzięłam więc i dzisiaj ubieram ją na spotkanie towarzyskie z koleżanką z dawnych lat. I wiecie co? Ta koleżanka (również pochodząca z Borów Tucholskich, a mieszkająca obecnie w Warszawie), wpada do mnie po raz pierwszy w życiu. To kolejny dowód na przyciąganie, krystalizującą się energię i moc wyobrażeń. Bo na mapie marzeń z końca roku zawarłam więcej spotkań kobiecych… I one się przydarzają, mimo że przez długie lata je zaniedbywałam.

Takie luźne przemyślenia dotyczące mini garderoby pojawiły sie w mojej głowie:

  1. nie bój się uwalniać rzeczy, jeśli okaże się, że jednak zmieniłaś rozmiar, tryb życia, nowe potrzeby zmaterializują się w lepszej niż dotąd odsłonie. Ktoś podzieli się z Tobą swoją garderobą (w stylu, który do Ciebie lepiej pasuje), a może rodzima marka ubrań (wspierająca etyczny handel i stosująca materiały organiczne – z certyfikatem GOTS), ruszy z linią ciuchów, które bardzo Tobie podpasują. Zawsze znajdzie się rozwiązanie i to odpowiednie przyjdzie we właściwym czasie. Jeśli go nie ma, to znak, że to jeszcze nie jest newralgiczny moment ;). Ja w to wierzę i jak dotąd się nie zawiodłam. Odpuść obawy i oczekiwania i daj się ponieść fali!
  2. jeśli jakiejś rzeczy jest Tobie szczególnie szkoda i nie potrafisz się z jakiegoś powodu z nią rozstać – zostaw. Odłóż do osobnego kartonika. Przyjdzie moment, że znajdziesz pomysł na to ubranie. Być może sukienkę przerobisz na spódnicę lub gumki typu scrunchies (relacja pod tym tytułem wyróżniona na Instagramie prostykat_com), a może znajdziesz jej nową właścicielkę? Zaufaj, a odpowiedź sama przyjdzie.
  3. prostota dla leniucha (ale też dbającego o własny komfort). Jeśli nie lubię prasować – żadne lub prawie żadne 😉 ubranie z mojej garderoby nie wymaga prasowania. I ten przykład wzięłam z siebie. Da się. Serio. Możesz zastosować tę metodę na swoim gruncie: jeśli nie lubisz prać – postaraj się, aby Twoje ubrania były w podobnej kolorystyce, aby móc je wrzucać razem do pralki, z kolei jeśli nie lubisz składać – postaw na odzież „wieszakową” (która nie powyciąga się przechowywana w ten sposób – odradzam tutaj swetry i dzianiny).
  4. jeśli zmieniasz tryb życia zadbaj o szafę skrojoną na własne potrzeby. To co, że lubisz nosić spódnice ołówkowe, jeśli nie masz gdzie ich zakładać. Pozbądź się większości, zostaw na sytuacje wyjątkowe parę sztuk i skup się na tym jak wygląda Twoja codzienność, regularność i generalnie styl życia. Jeśli jeździsz konno, potrzebujesz odpowiedniej odzieży w takiej ilości, żeby pranie Ciebie nie wykańczało, a jeżeli prowadzisz bogate życie towarzyskie, skolekcjonuj w garderobie stroje na koktajl party (lub koncerty heavy metalowe – co kto lubi) i tego typu wyjścia.

A teraz kolej na Ciebie. Jakie masz patenty na uproszczenie życia z mini garderobą? Lubisz ciuchy? Na co zwracasz szczególną uwagę? Podziel się swoim doświadczeniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *