Dzisiaj tematyka (jak dla mnie) dość wstydliwa – bo temat niby banalny i kojarzący się wielu z czymś płytkim – ciuchami. Ale, ale. Hola, hola! To nie tak. Po pierwsze, do tematu odzieży można podejść z lekka: spędzać długie wieczory na przeglądaniu ofert sklepów internetowych albo co rusz kupować coś nowego. Jak to mówią: dla każdego coś miłego. Jak to mawiał mój kolega: „jeden lubi pomarańcze, drugi jak mu nogi śmierdzą”. Dlatego niech każda osoba zdecyduje co dla niej ważne, co jej służy, itd. Ja np. zauważyłam jakiś czas temu, że więcej czasu spędzam na YouTube’ie, oglądając np. vlog pewnej minimalistki z USA. Dziewczyna o idealnej aparycji, ze wspaniałą rodziną, domem, życiem… Ale czy mi jej podejście do minimalizmu odpowiada? Niezupełnie… Coś mnie jednak pociągało w obserwowaniu jej perfekcyjnego życia. W pewnym momencie zauważyłam, że po obejrzeniu kolejnego materiału czuję się jakaś przybita… (i to nie pierwszy raz!). Dlatego… „odsubskrybowałam” (czy istnieje w ogóle takie słowo?) jej kanał i przestałam oglądać te wszystkie filmy rodem z reklamy rodzinnej. I wiecie co? Żyje mi się lżej, czuję się lepiej, a do tego mam więcej czasu wolnego, hehe ;P. Naprawdę, do poprawy jakości życia czasem potrzeba niewielkich zmian… Obserwuj swoje nastroje, analizuj rytm dnia, aktywności lub ich brak. Wybieraj wszystko to, co ubogaca i przynosi komfort, ograniczaj (w miarę możliwości) to, co generuje napięcie i przyczynia się do natrętnych, męczących myśli. Ale do brzegu!

Może już doczytałaś, że moja droga do minimalizmu miała swój początek w odgruzowaniu szafy. Aktualnie rzeczy mam stosunkowo niewiele, choć na pewno dałabym radę z jeszcze mniejszą ilością ubrań. Na ten moment cieszy mnie moja szafa, ale zmieniała się na przestrzeni lat i nadal będzie. Zauważyłam, że część z osób, które śledzą mój profil na Instagramie, przejawia żywe zainteresowanie tematem mojej garderoby. I super! Bo ja uwielbiam ciuchy, ale najlepiej kiedy jest ich niewiele i są dobrze dobrane. Żeby jednak znaleźć drogę do swojej mini garderoby, potrzeba trochę czasu, poznania swoich prawdziwych upodobań, spojrzenia na swoją sylwetkę obiektywnie i z ufnością, że to co dała natura można wspaniale podkreślić i zachwycać się sobą w doskonale dobranej stylizacji.

*prezent ze wskazaniem – czyli kiedy ktoś chce Tobie coś ofiarować, a nie wie za bardzo co… Wtedy wskazuję to, czego aktualnie potrzebuję, a co bardzo mi się podoba :).

Czy do tego potrzebujesz garderoby kapsułowej, której pomysłodawczynią jest Courtney Carver (a która w teorii składa się z 33 elementów noszonych przez okres 3 miesięcy)? Elementy stylizacji to również apaszki, torebki i buty – czyli bazując na kilku sztukach ubrań z każdej kategorii (którą nosisz), dobierasz takie zestawy, aby ubiór wydawał się każdego dnia inny, a przynajmniej różnił się na tyle, że nie masz wrażenia, że stale nosisz to samo. Da się? Pewnie, że się da! Dzięki temu Twoja garderoba jest spójna i wyraża Ciebie, nie musisz zastanawiać się nad łączeniem danych części garderoby, bo szafa jest tak przemyślana, że sięgając po dany element, możesz uzupełnić go dowolnym z wieszaka. Są od tego ekspertki modowe, które uczą jak budować „szafę szytą na miarę”.

Podstawowe zasady Garderoby Kapsułowej, to:

  • rozrysowujesz ile procent czasu zajmuje każda (codzienna) aktywność na stuprocentowym kole Twojego życia i komponujesz garderobę w oparciu o własne potrzeby „ciuchowe”
  • stawiasz na klasyczne, ponadczasowe kroje (nie to, co modne, a to, co pasuje do Ciebie i Twojej sylwetki)
  • skupiasz się na jakości, a nie ilości (nie zależy Tobie na jak największym doborze opcji, ale przede wszystkim na tym, aby rzeczy służyły długo i wciąż wyglądały dobrze)
  • projektujesz garderobę w taki sposób, żeby móc dowolnie mieszać jej elementy i tworzyć nietuzinkowe warianty stylizacji (każde ubranie z danej kategorii pasuje do któregokolwiek z odmiennej kategorii).

Moim zdaniem wcale nie musisz przywiązywać się do liczby i – mimo że sama blogerka mówi, że każda z nas może odkryć swój numer – uważam, że jakieś ramy ilościowe nie są tu potrzebne. Latem Twoja garderoba może składać się z 20 elementów, jesienią z 43, a zimą z 30. I gra. Poza tym, są ubrania domowe, których większość modowych blogerek nie liczy. Ja natomiast części tych domowych używam jako ciuchy wyjściowe (np. t-shirty czy jeansy), bo mój styl jest dość swobodny i tych ubrań nie dzieli wielka przepaść. Także wliczyłabym je. Gdybym liczyła ;). Myślę, że intuicyjnie dotarłam do punktu, w którym moją garderobę można nazwać kapsułową, choć nigdy nie policzyłam ile mam sztuk ubrań. Dla mnie ważnych jest również kilka innych aspektów, które pobudzają kreatywność i powodują, że zabawa z modą nie polega na wymienianiu kolejnych elementów garderoby, a praktycznie cały rok bazuję na tym co jest w szafie (z małymi wyjątkami, bo mam 4 pary spodenek i 3 letnie sukienki!).

Ja w swojej Mini Garderobie osobiście stawiam na:

  • używanie garderoby w sposób nieoczywisty: kurtki jako żakietu, koszuli jako katanki (np. koszula jeansowa równie dobrze mogłaby w chłodniejszy dzień pełnić funkcję narzutki na t-shirt)
  • przerabianie ubrań, reperowanie i nadawanie im własnego, oryginalnego stylu
  • używanie dodatków, które potrafią zmienić charakter stylizacji.

Oto kilka przykładów świątecznych stylizacji, które mogłyby być założone do wysokich kozaków w razie niepogody lub do skórzanych trampek, które pełnią u mnie funkcję obuwia wiosenno/ jesiennego. Takie wersje zestawów pojawiły się na Instagramie prostykat_com w okresie Wielkanocy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *