Czy uproszczenie sobie życia, wyzbycie go z pogoni za podnoszeniem statusu społecznego, pokonywania kolejnych szczebelków kariery i częściowe wycofanie się z życia towarzyskiego, nie oznacza monotonii i marazmu? Być może to rozwiązanie dla mało ambitnych albo leniwych? Według mnie wcale nie! Nie chodzi o to, by zapaść się w kanapę z butelką piwa (choć od czasu do czasu można i tak). I nie trzeba udawać się na pustynię czy misję, by iść pod prąd. Wystarczy pójść własną drogą. Po prostu…

Proste życie wcale nie musi być nudne!

Zdaję sobie sprawę, że nie każdy może pozwolić sobie na komfort rzucenia pracy w imię rozwijania własnych pasji. Rozumiem też, że część osób czuje się tak zaabsorbowana bieżącymi sprawami i obowiązkami, że nie ma w sobie zgody na możliwość zatrzymania się (tak ZGODY, a nie MOŻLIWOŚCI). Prostsze życie wcale nie musi być nudne – odkryj radość z prostych czynnościach. Pozwól sobie na więcej swobody w życiu codziennym. Czerp radość z prostych rzeczy. Sądzę, że żyjemy w takim położeniu geograficznym i systemie politycznym, że wiele możemy zmienić, jeśli tylko zechcemy. Jeszcze. Uważnie przyglądam się słowom, które napisałam i cieszę się, że jeszcze mogę je opublikować. Zobaczymy jak długo… Ale do brzegu.

Spacer po lesie z psem

Zmianę zacznij od siebie.

Jeśli odczuwasz, że Twoje życie przestało Ciebie cieszyć i czujesz, że coś Ciebie omija to pewnie warto zastanowić się nad zmianą prostych rzeczy. Tego, na co masz wpływ, a co może przynieść wymierne efekty. Gubimy się często w natłoku myśli i nurcie życia, a wystarczy zrezygnować z jednej czy dwóch rzeczy na liście „to do”, aby powoli zacząć łapać oddech… Często od lat powielając pewne schematy nie widzimy światełka i sposobu wyjścia z tej pogoni za czymś, a wystarczy spojrzeć na siebie z dystansem. Spróbuj wybrać się na spacer z intencją rozmyślań nad swoim życiem albo rozmową z samą sobą jak z najlepszą przyjaciółką. Co byś jej doradziła? Myślę, że wiele z nas zamiast być swoimi sojuszniczkami, krytykuje siebie na każdym kroku. Ale czy nie wystarczy presja otoczenia, mediów, społeczeństwa? Przytul siebie najmocniej jak możesz i powiedz jak bardzo siebie kochasz. I zwolnij. Zacznij od jednej małej rzeczy – wykreśl ją z listy obowiązków i zadbaj w tym czasie o siebie. Powoli, małymi krokami. Wprowadź minimalizm do życia, bez stawiania wszystkiego na głowie. Z czasem zaczniesz klarowniej widzieć swoje potrzeby i odważniej realizować dążenia. Może zmienisz (uprościsz?) sposób odżywiania lub zrobisz sobie domowe SPA z fusów od kawy? Ekologicznie i niedrogo. Tylko uprzedzam, czeka Cię później szorowanie wanny ;). Możesz też usiąść z kawą i poczytać książkę. To takie proste i przyjemne.

Miejsce na rozwój.

Upraszczając życie – a inaczej: rezygnując z nadmiaru obowiązków i działań, które robiłaś ze względu na presję – stwarzasz miejsce i czas na rzeczywisty rozwój. Co lubisz robić? Co sprawia Tobie radość i poprawia Twoje samopoczucie? Czy jest to chwilowy przypływ dopaminy i szybki spadek? Może warto zacząć pielęgnować dobre nawyki, które trwale poprawiają samopoczucie (np.: ćwiczenia, zmiana diety na bardziej pożywną, lekcje tańca).

Ograniczając ilość posiadanych rzeczy,
tworzysz miejsce na nową jakość w relacjach.

Rezygnując z pogoni za wciąż nowymi dobrami materialnymi, modniejszym modelem płaszcza, nowocześniejszym telefonem, zakupem nowego koloru lakieru do paznokci (bo jest w trendzie), wcale nie narażasz siebie na śmieszność. A jeżeli ktoś tak uważa, to już wiesz przez jaki pryzmat na Ciebie patrzy. Przecież możesz zaoferować światu więcej niż tylko swój wygląd i to jakimi rzeczami się otaczasz. Jeśli miałabym stracić jakieś znajomości tylko dlatego, że nie „nadanżam”, to podziękuję. I tym sposobem również zrobię porządek w kontaktach ;).

A tak serio, to częściowe wycofanie się z życia towarzyskiego i skupienie na tych relacjach, które Tobie służą, będzie owocne dla Twojego życia. I nie mówię o odcięciu się od potrzebujących (bo materialnie lub emocjonalnie więcej od nas biorą niż dają). Wsparcie dla drugiego człowieka jest ważne i ubogacające – bezdyskusyjnie powinniśmy pomagać. Chodzi raczej o pozostawienie za sobą znajomości, które niewiele wnoszą do naszego życia, a więcej energii nas kosztują niż jest to warte… Na ten moment. Ja takie relacje odpuściłam i wierząc, że życie jest ciągłym procesem, nie będę zaskoczona, jak kiedyś jeszcze któraś z nich wróci. Ale nic na siłę. Co ma przypłynąć, to przypłynie. Skupiam się na życiu tu i teraz. Na nowo odkrywam jak ważna w moim życiu jest muzyka. Łapię kontakt z ciałem poprzez zajęcia SE oraz obserwuję ile radości przynosi wzmacnianie ciała poprzez systematyczną jogę. Mam czas na to wszystko dzięki zatrzymaniu, jakie wymusiły u mnie problemy ze zdrowiem. Czy i Ty potrzebujesz trudnego doświadczenia, żeby zwolnić czy zrobisz to wcześniej? A może już upraszczasz swoje życie? Masz na to inne sposoby?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *