Mimo że praca z Alicją trwa nadal, to z chęcią już teraz podzielę się z Wami dotychczasowymi efektami działań.

Alicja mieszkała w różnych miastach i krajach, jest osobą barwną i nietuzinkową, którą los pokierował z powrotem do rodzinnego domu. Aktualnie mieszka tu, gdzie spędziła czas swojego dzieciństwa i dorastania, w miejscu, które kojarzy jej się z rodzicami, rodzeństwem i dziadkami. Jest tutaj mnóstwo rzeczy całej rodziny, rzeczy, które zostały trochę zepchnięte na jej barki, mimo iż wcale o nie nie prosiła… Tutaj poczułam niewyrażoną energię stawiania granic i zawalczenia o własną przestrzeń. Tak naprawdę przypadek ten nie jest odosobniony – rodzice często (w dobrej wierze) ofiarowują nam nauki czy rzeczy materialne, które w rzeczywistości stają się dla nas balastem. Pamiętajmy jednak, że ich oczekiwania względem nas dotyczą ICH SAMYCH, a to co z tym zrobimy i w jaki sposób przeżyjemy nasze życie należy już do nas.

Początek

Pokonując próg mieszkania, w którym mieszka Alicja, od razu zapragnęłam uporządkować półkę na korytarzu. Zaczynając od czegoś prostego, chciałam pokazać, że organizacja wcale nie jest trudna i czasochłonna. Jak się okazało zajęło mi to więcej niż pierwotnie myślałam, bo u mojej klientki pozbycie się ulotki czy choćby jednej z dwóch takich samych wizytówek spotkało się z oporem. Dlaczego? Niestety moje działanie było odebrane jako bardzo inwazyjne, bo pierwszą rzeczą po wejściu do jej mieszkania było zajęcie się półką, pomimo że Alicja miała poczucie, że w domu są „poważniejsze problemy”. Ta sytuacja ukazuje, że mimo iż dobrze zacząć porządki od czegoś prostego, nie zawsze takie podejście będzie właściwe. Wasze oczekiwania bywają różne, a moje narzucanie technik pracy, może się odbić czkawką. Dlatego zanim sami zaczniecie robić porządki, spytajcie siebie, które miejsce Was woła. Być może Wasze odgruzowanie mieszkania zaczniecie od półki z książkami, łazienki lub pawlacza. Zwróćcie tylko uwagę na to czy aby na pewno jest to przestrzeń, która Was nie pochłonie (czyli nie skradnie Wam wielu dni pracy), bo odgracanie warto zacząć od czegoś, co przebiegnie sprawnie, a efekty będą widoczne od razu! Takie podejście da nam motywację do dalszych działań.

Etap I

Prawdziwą pracę zaczęłyśmy od kuchni, w której kilka miesięcy wcześniej była już inna ekipa. Działań i tak było sporo, a jak się okazało z czasem, część akcesoriów kuchennych została po prostu przeniesiona do innego pomieszczenia w domu (jak się domyślacie takie rozwiązanie to ŻADNE ROZWIĄZANIE; rzeczom, których już nie chcemy w naszym obecnym życiu należy znaleźć nowy dom i jak najszybciej pozbyć się ich z przestrzeni, w której mieszkamy: podziel się tym, co masz w nadmiarze z potrzebującymi, wystaw wartościowsze rzeczy na aukcjach charytatywnych lub internetowych, natomiast to, co nie nadaje się już do użytku – wyrzuć). Przenosząc rzeczy z kąta z kąt jedynie wprowadzamy do domu większy chaos i zamiast przywitać w przestrzeni nową energię, blokujemy ją poprzez tworzenie jeszcze większego bałaganu.

Zajęłam się organizacją półki z produktami sypkimi, wśród których okazało się być więcej zdublowanych rzeczy, niż Alicja początkowo przypuszczała… Ale temu też służą porządki – żebyśmy zdali sobie sprawę z tego co właściwie jest w naszych domach. Często nie sprawdzane, czasem nie ruszane latami, uzupełniamy dokupywanymi na bieżąco produktami, w których posiadaniu już jesteśmy. To marnotrastwo przestrzeni, ale też pieniędzy – produkty spożywcze tracą ważność lub co gorsza, lęgną się w nich szkodniki. Kolejno zajęłyśmy się szafkami kuchennymi i blatem, aby ostatecznie przeorganizować półkę z pojemnikami na żywność (która znajdowała się na zmywarce, tuz obok zlewu). Oczywiście najpierw sprawdzanie czy są sparowane i łączenie pojemników z pokrywkami, potem kategoryzacja i decyzja, których opakowań rzeczywiście używa. Następnie znalezienie im nowego miejsca w szafce (aby nie leżały na wierzchu) i odłożenie zbędnych rzeczy – do uwolnienia (najlepiej do kartonu z deadlinem, po którym pojemniki lądują na śmietniku – wtedy jest motywacja, żeby znaleźć im nowy dom czy też wynieść do pobliskiego Give Boxa).

Etap II

Kiedy po 3 tygodniach wróciłam do mieszkania Alicji (w międzyczasie kontakt był przez internet), zajęłyśmy się najbardziej zagraconym pomieszczeniem – jej dawnym pokojem, który planowo ma być gabinetem.

W czasie jak sukcesywnie kategoryzowałyśmy rzeczy (czego używa, co jest na sprzedać, a co do oddania), przyszła kolej na dość dużą siatkę z tekstyliami po babci… Alicja mówiła o niej już kiedy przyszłam do niej po raz pierwszy, dlatego domyślam się, że wiązały się z nią silne emocje. Nadszedł moment zmierzenia się z uczuciami: przejrzenia rzeczy i podjęcia decyzji co ma pozostać w domu. Niestety, kiedy zaczęłyśmy przeglądać rzeczy, zorientowałyśmy się, że któraś z nich musiała być włożona do siatki wilgotna… Wszystkie materiały przeszły zapachem stęchlizny i na części z nich pojawił się grzyb. Co za rozczarowanie! Alicja, w przypływie silnych emocji, natychmiast wyniosła wszystko na śmietnik.

Było też jednak trochę odkryć. Alicja np. myślała, że w czasie jej nieobecności w rodzinnym domu, rodzice pozbyli się pewnych rzeczy, jednak odkryła je w czeluściach rozmaitości. Były też cudowne pamiątki po babciach oraz inne osobliwości.

Kiedy ogarnęłyśmy rzeczy na tyle, że dało się już określić co zostało, gdzie się co znajduje, co dalej należy z tym zrobić oraz (co najważniejsze) wprowadziłam Alicję w metodologię pracy, postanowiłam usunąć się na bok. Dałam klientce narzędzia do pracy, jesteśmy też w kontakcie (przez internet), ale dalsze decyzje dotyczące posiadanych rzeczy musi ona podjąć w oparciu o własną intuicję. Moja obecność przy przeglądaniu obuwia czy książek byłaby zbędna. Moja rola kończy się na instruktażu jak pracować, ale to do niej należy ustalenie co z nią dalej pozostanie.

Etap III

Umówiłyśmy się na dalszą pracę bezpośrednią, po zakończeniu przez Alicję określonych działań. Wierzę, że w tym czasie, prócz wyuczenia się pewnych technik organizacyjnych, pewne rzeczy uda się przepracować na poziomie emocjonalnym. Kilka dni temu dotarła do mnie wspaniała wiadomość, że mojej dzielnej klientce udało się pokonać poważną chorobę. Waleczna Alicjo, udało się! IDZIE NOWE!