Wszyscy śledzący mnie na Instagramie wiedzą, że część wakacji spędziliśmy u rodziców. Kupiliśmy w okolicy działkę, na której stawiamy mały domek. Mieliśmy pojechać na miesiąc, ale sytuacja się pokomplikowała. Moja babcia podupadła na zdrowiu i przebywała w szpitalu. Dodatkowo auto się nam popsuło i choćbyśmy chcieli wrócić szybciej, sytuację mieliśmy utrudnioną. Dobre w tym wszystkim, że pomimo upływu miesiąca czasu, Marcin miał jeszcze trochę urlopu, więc wykorzystał go na prace związane z budową. Ja starałam się odwiedzać babcię możliwie często i tak jak za każdym razem, kiedy jesteśmy na wsi czuję, że wypadam z prostokątnego trybu i jakoś nie potrafię się zmobilizować do tematycznych Stories na Instagramie, ani do kreatywnej pracy nad projektem, teraz czułam się totalnie wybita z rytmu. Opuszczaliśmy więc Bory z nadzieją na ustabilizowanie codzienności, ale też z niepokojem związanym ze stanem zdrowia babci Basi. Niestety, po kilku dniach otrzymaliśmy wiadomość o jej odejściu… Do ostatnich chwil świadomości jajcarskiej i wesołej, babci przekochanej, ale też silnej i bardzo dzielnej. Dlatego ta podróż w Bory była inna niż poprzednie (nawet z racji pożyczonego auta, bo nasze jest nadal u mechanika). Będąc w trybie podróżnym, zajeżdżaliśmy do babci Guci, która również nikła w oczach. I tak, nie upłynęły trzy tygodnie jak i ona pożegnała się z tym światem… Babciunia Guciunia… tak dobra, wdzięczna za wszystko i wszystkich, kochająca całym sercem… Obie babcie mieliśmy cudowne, wspaniałe, najlepsze! Nawet odeszły w tym samym czasie – mam nadzieję, że opiekują się teraz sobą i tak jak wcześniej miło spędzają czas razem. Dla nas to etap pogrzebów, pożegnań i… spotkań z dawno niewidzianymi bliskimi. Koktajl uczuć, od najtrudniejszych do tych ciepłych i wspierających. Smutki i nadzieje na coś lepszego, otwarcie się na nowe… Czuję jak wiele się zmienia wokół i wewnątrz nas samych. To wyjątkowy czas…

Półka babci Basi i wspólne zdjęcie z babcią Gutką <3

Idzie nowe…

A w poprzednim tygodniu odwiedziła nas moja mama. Dawno jej tutaj nie było. Przy opiece nad babcią nie było możliwości przyjazdu choćby na weekend. Nie było też przestrzeni na pielęgnowanie naszej relacji i wspólne spędzanie czasu. Teraz trochę nadrobiłyśmy: kawiarnia, wystawa, balet… ale też pizzeria, lumpeks (koniecznie!) i wspólne zakupy czy oglądanie filmu. Tak, to był dość dziewczyński czas i każda z nas tego potrzebowała.

Sacrum i Profanum.

Ostatnie tygodnie były dla nas szczególne i choć budowa domku trochę zwolniła, ukazuje jak życie nie czeka. Sprawy duchowe oraz te przyziemne i nasze osobiste do tego. Uwierzcie, że przeciągający się pobyt poza domem i poza moimi rutynami, nie pomogły… Mobilizowałam się na ile mogłam. Wrzuciłam na Insta mini relację, potem kolejną. Z doskoku. Pytałam obserwatorów o opinie nt. tego co chcą zobaczyć w kolejnych Stories Prostego. Jednym z pytań było takie o ubrania z lumpeksów. Zaskoczyło. Potem pojawił się temat sezonowych porządków w szafie. Znów większe zainteresowanie. Akcja – Reakcja. Wasze głosy i wiadomości. To napędza do działania. Cieszę się, że Was mam. Motywację do dalszej, kreatywnej pracy. Nie sposób przetrwać trudny czas „dając radę”: uciekając w pracę i odpędzając od siebie trudne uczucia. Chodzi o stanięcie do tego, co trudne, przeżycie tego i pójście dalej. Zbyt często nie dajemy sobie prawa do płaczu, złości, rozpaczy… bo nie powinniśmy dramatyzować… bo zachowujemy się jak histeryczki albo jak dzieci… Sama mam wtłoczone te programy, wiem już jednak jak wiele szkód przynoszą… Dlatego usuwam się trochę na bok, wsłuchuję w siebie i pozwalam, by emocje wybrzmiały. Nie zawsze są tak silne, ale kiedy w grudniu przechodziliśmy inną stratę… Pozwalałam wybrzmieć emocjom, które do tej pory były skrywane gdzieś… boleśnie głęboko. I uważam, że to było najlepsze co mogłam sobie dać w tamtym czasie, również teraz. Bo wiem już z doświadczenia, że wyparte uczucia, zepchnięte na bok i zaniedbane tematy, lubią wracać ze zdwojoną (o ile nie zwielokrotnioną!) siłą i przywalić w najmniej spodziewanym momencie. Wywalają z trajektorii życia, rzucają o ścianę i niszczą… Nie tym razem! Teraz dbam o siebie (a pośrednio również o swoich bliskich) i tego co można nie robię na siłę. A Prosty Kąt zaczekał… Wy również, mam nadzieję ;). I jakim pięknym celem powrotu jest ten projekt – Prosty Kąt dla Was i dla mnie.

Suszki w naczyniu po babci Basi…

Co dalej?

W tym tygodniu planujemy jeszcze pojechać w Bory, ale to już naprawdę na dwa dni. Zdaję sobie jednak sprawę jak to jest, teraz będzie cyklinowanie podłóg, następnym razem montaż drzwi, a potem kolejny wyjazd, żeby zamontować kuchnię (której jeszcze nie zamówiliśmy, ale to przed nami). Pracy czeka nas jeszcze sporo. I trochę wyzwań. Czuję jak samo pisanie o tym powoduje zmianę w postrzeganiu obecnej sytuacji. Przygnębienie ostatnich dni się wycisza, a pojawia gotowość do działania i zaciekawienie jak to będzie. I dobrze. Zakładam, że tak to już jest… Krąg życia. Coś się rodzi, ale by zrobić miejsce NA NOWE, coś musi odejść…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *